Translate

"Jantar"

Jantar

Tęcza odbita w jantarze
Spolaryzowane krople
Twarze odbite w luksferach
A w słońcu miłość moknie
Miłość, co za słowo
Trzeba je zastąpić
Miłość, co za heros
Trzeba go strącić

Jantar w białym piasku
Wspomnienie dzieciństwa
Jantar w plastikowym worku
Zabrany z morza do miasta

Ludzie, co za tłoczność
Trzeba wpuścić powietrza
Ludzie, w cielesności
Trzeba na tym poprzestać

Zanim duchy wyniosą
Kamyki daleko w morze
Sproszkują wczorajsze głazy
Zasadzą na nich orzech

Płoty i przestworza
Plaże i barwniki
Jod i jon i terror
Wielkopańskich wnyków

"Przez Pustkowie"

Przez Pustkowie

Trawisz szkło, palisz cement
Wiesz już że nie oddychasz tlenem
Bierzesz w dłoń swój testament
To twój los, to wygnanie

Drętwa dłoń pisze coś
Swe graffiti na fabrycznym murze
Każdy krok, to jeden rok
Tęsknisz już do dnia w którym umrzesz

Przez pustkowie, miejski syf
Czołgasz się przez własne zęby
Pytasz mnie, bracie, hej
Czy nie widziałeś dzisiaj tęczy

Ciemny pokój, wynajęte pudło
Klitka mniejsza niż paznokieć
Ogarnij się, nie tęsknij za słońcem
W tej dzielnicy nie ma okien

Przez pustkowie drążysz ślad
Swoich stóp w stopionym piasku
Pytasz mnie, bracie, hej
Czy nie widziałeś dziś słońca blasku

Nie odpowiem nigdy ci
Jestem taki sam jak ty
Poza horyzontem nie ma nic do stracenia
A jedyny tu horyzont
To hałdy brudnych gór
Wznoszone przez całe pokolenia

Umieram tu, wskrzeszony tam
Gdzie zieleń drzew króluje w bryzie
I rosa znów pokrywa mnie
Wciąż lato rośnie, wciąż się żyje

Więc musisz iść, iść przez pustkowie
I drwić i szydzić ze swojej zsyłki
Kopiąc grób dla wszystkich królów i sług
Nie jesteś chłopcem na posyłki

Coś zmieni się, mówię ci
Widziałem gorsze czasy, uwierz
Już lepiej być zupełnie nikim niż
Wciąż drążyć głową tunel w murze

"Lont"

Lont

Podnosisz kciuk do góry
Czy liczysz na przejażdżkę
Kwas masz we włosach
Zdobioną wykałaczkę

Przekłuwasz balon nieba
Podłączasz się pod słoneczny prąd
Wszyscy którzy są z tobą
Wybiorą się w podróż, podróż jak lont

Zgubisz wszystkie pakunki
Torby pełne starych upominków
Walizki pełne ciuchów i pierścionki
Spotkamy się na Starym Rynku

Czy liczysz na przejażdżkę, mała
Pod sufit z mgławic, barwionych jak twoje włosy
Lub dalej w kosmos, aż do początku czasu
Zaciemnij, zaciemnij moje oczy

Już lecą bomby, bomby miłości
Otwórz drzwi, otwórz okna, chyba mamy gości
Przybyli słysząc muzykę ze swoich stron
Szukali podróży, a znaleźli dom

Przerwali rządy przemocy
Podłączyli się pod słoneczny prąd
Uczymy się żyć jak bracia i siostry
Podróżując przez drogę jak lont

Co na końcu, wszystko wybucha
Czy to życie czy to śmierć
Ważne tylko aby podróżować
Celem, sensem czy efektem nie przejmować się

Więc podnieś kciuk do góry
I krzyknij „Andele!” w cichą noc
Obudź całe miasto jeśli trzeba
Jeśli nie chcą z nami iść, niech wynoszą się stąd

Twoje oczy jak lont, serce jak lont
Dłonie jak lont, nogi jak lont
Wspinam się całe miliony lat
Wybuch nadchodzi, narodzi się świat

"Odbite w Spadającej Gwieździe"

Odbite w Spadającej Gwieździe

W Zehlendorfie pada śnieg
Kosmiczne syreny śpiewają
Z okna widać zimy brzeg
Ptaki odfruwają
Gdzieś samotna świeca
Skrzy się w progu
Z łatką bunt na plecach
Śpisz w kotliny stogu

Las i zoo
Odbite w spadającej gwieździe

Na pętli świateł
Spoczywa ręka malarza
Gdy nadarza się okazja
Maluje czysta fantazja
Pod masą łatek
Tkwi zgniły kwiatek
Śpiewając punks not dead
W tańczącym wirze mew

Las i zoo
Odbite w spadającej gwieździe

Dostałeś zakaz na symptomy
Miłości
Dostałeś rzekę i jarzmo kości
Pontony nieobecności
Gnomy
Tańczące w nicości
Skrzaty galaktycznych manewrów
Siatki perłowych nerwów

Las i zoo
Odbite w spadającej gwieździe
Jak to szło?
Czas i zło
Odbite w spadającej gwieździe

"Pióra"

Pióra

Pióra ma ptak i ty je masz
Tak jak ty i on macie skrzydła
Pióra ma ptak i ty je masz
Choć ci rewolucja zbrzydła

Ptak ich nigdy nie zetnie
Tak i ty nie ścinaj natury
Pióra ma ptak i ty je masz
Nie różnicie się kolorem skóry
Nie

Pióra ma las i drzewo i krzew
I każdy polny kwiat
Pióra ma wiatr i brzeg i nurt
I cały wolny świat

Dlaczego nie mogą odlecieć?
Dlaczego nie mogą odlecieć?
Dlaczego nie mogą odlecieć?
Dlaczego nie mogą odlecieć?

"Ognik Iskra Dym"

Ognik Iskra Dym

Tłoki tłoczą pracę
W industrialny świt
Zwłoki wleką paszę
Dla świątynnych świń
Atom jest kapłanem
Słońce wiedzie prym
Wielka małpa człowiek
Ognik iskra dym

Jak parowa kolej
Odejdziemy stąd
Jak siwawe bloki
Gdy odcięli prąd
Gdy odcięli prąd

W kiosku nie ma gazet
W gnacie nie ma kul
Z troski o rozsądek
Skalpel wyciął ból
Nie ma egzystencji
Gdy nie drażni nic
Wielkiej ślepej małpy
Ognik iskra dym

Jak parowa kolej
Odejdziemy stąd
Jak siwawe bloki
Gdy odetną prąd

Stanie puls osiedli
I reaktor też
Dziecko strzeli z procy
W napromieniowany śnieg
Napromieniowany śnieg
Napromieniowany śnieg

"Tybet"

Tybet

Cisza medytuje, zbiera kamienie
Kreśli porządki, czyści sumienie
Jeśli jesteś biały
Rzuci cię o skały
W cieniu twojej koślawej religii
Rzuci cię o skały

Jeśli jesteś wielki, jeśli jesteś mądry
Jeśli jesteś mały, jeśli jesteś prądem
Który zrywa dachy
Rzucę cię w atrapy
W blasku twojej parszywej szczerości
Rzucę cię w atrapy

Jesteś manekinem
Tu panuje Tybet
Zdejmij chińskie trampki
Zgaś buddyjskie lampki
Jesteś arlekinem
Tu panuje Tybet
Wyrzuć chińskie kwiatki
Zdmuchnij krwiste statki

To jest tylko papier, to jest tylko rynna
Nie dopłyniesz nigdzie, no chyba że to przyznasz
To jest tylko wojna, w wannie pełnej dzieci
A wokoło góry wielkomiejskich śmieci
Śmieci

"Płynny"

Płynny

Kiedyś byłeś węglem
Niewinna ręka pisała po ścianie
Potem byłeś pyłem
Kiedyś byłeś kamieniem
I głos mordercy powtarzał jak mantrę
Teraz jestem płynny

Spadam deszczem w dół
Cyrkuluję kanałami
Krążę z oceanem
I rzekami
Spadam deszczem w dół
I choć nie wiem jak śmiesznie
Może to zabrzmieć
Rozmawiam z delfinami

Kiedyś byłeś nitką
Niewinne ręce szyły ubrania
Potem byłeś suknią
Kiedyś byłeś betonem
Dezerter mieszkał na najwyższym piętrze
Teraz jesteś lutnią

Niech zaśpiewa wiatr
Niech zaśpiewa wiatr
Niech zaśpiewa wiatr
Niech zaśpiewa wiatr

"Ląd"

Ląd

Czarny ląd, biały ląd
Kartografia
Suchy ląd, deszczowy ląd
Geografia
Martwy ląd, żywy ląd
Topografia
Stary ląd, młody ląd
Fotografia

Kto przecierał szlaki
W równikowym deszczu
Kto budował miasta, jak skały
Na wieczność
Kto zainwestował
W tropik by go ściąć
Kogo serce bije
Gdy czas uciekać stąd

Czyj to ląd, i wreszcie
Czyi synowie
Giną w miejskiej dżungli
Jak bladoskóre boje
Nikt nie wyśle statków
W kolonialne bunty
Gdzie rebelii kwiaty
Oplatają burty

To już chyba koniec
Nie ma pustych lądów
Industrialne wyspy
Karmią agresorów swądem
Trędowatych miast
Wysypisk i fabryk
I choć natura wraca to
Nikt nie może jej nabyć

"Kosmische"

Kosmische

Trawię przestrzeń pustych gwiazd
Chłonę prekambr chudych lat
Dzwonią dzwonki butów łat
Stawiam się na podium miast
Na kosmodromie las
Na elektrowni kwas

Oddycham, jest dobrze
Przechadzam się
Kosmische pierze mnie

Odkurzacz świetlnych manier
Podąża moim śladem
Wspomnienia palą lodem
Makabra głodzi jadem
Na kosmodromie drzewo
Na elektrowni niebo

Wybieram, jest ciszej
Odradzam się
Kosmische drąży dzień

Twarde dzieci ostrzą noże
Gdzieś w kosmosie szumi morze
Czytam czyjś zbiorek poezji
Rozważam aneksję amnezji
Na kosmodromie świt
Na elektrowni mit

Wymieram, jest głośniej
Wyprażam się
Kosmische pali mnie